• naglowek2

    Nasza Sala Ceremonialna jest do Państwa dyspozycji. Jest to jednocześnie jedna  z największych sali w regionie.

  • naglowek3

    Szeroki wybór urn na miejscu pozwoli pomóc w każdej sytuacji.

  • naglowek4

    Sala Ceremonialna wyposażona jest w organy kościelne Orla Classical 88 Piano/Organ.

  • naglowek 1

    Lokalizacja krematorium jest niezwykle dogodna. Jest ono położone na obrzeżu miasta w odległości 700m od nowego cmentarza.

Źródło: Polityka nr 20 (2807) 11.05.2011

Jak zaistnieć po śmierci? Ekscentrycznych pomysłów na życie po życiu jest coraz więcej.

Autor: Wojciech Markiewicz, Beata Mróz [współpr.]

Malcolm Eccles z Manchesteru w ostatniej woli zażądał umieszczenia części swoich prochów w klepsydrze służącej do mierzenia czasu gotowania jaj. Wdowa twierdzi, że mąż wykazał w ten sposób troskę o jej samotne śniadania, bo ponoć nigdy nie potrafiła ugotować jaj na miękko. „Teraz jadam codziennie jajko na śniadanie i widzę go śmiejącego się ze mnie. Poczucie humoru ważne jest nawet po śmierci” – twierdzi pani Eccles.

Z kolei baron Newborough zażyczył sobie opuścić świat z hukiem. Po śmierci jego ciało miało być skremowane, a prochy wystrzelone z armaty w stronę zagajnika nieopodal rezydencji. Syn wypełnił wolę ekscentrycznego ojca. W Stanach Zjednoczonych kilka firm produkuje fajerwerki zawierające prochy zmarłych. Firma Celestic Inc. z Houston już kilkanaście razy wystrzeliła prochy kilkudziesięciu klientów (po 15 gramów) na orbitę okołoziemską lub na Księżyc.

W Polsce takie pochówki nie są dozwolone. Nadal obowiązuje ustawa z 1959 r. (niemal żywcem przepisana z ustanowionej w latach 30.) nakazująca chowanie szczątków na cmentarzach. Nie ma tam nawet mowy o spopielarniach zwłok. Watykan dopiero pół wieku temu dopuścił możliwość kremacji.

Każde z czynnych w Polsce krematoriów (jest ich 13, a 7 kolejnych w budowie) reklamuje się zdaniem „Możliwość odebrania urny przez rodzinę”, co oznacza, że nie wszystkie prochy trafiają na cmentarze. Bliscy, obligowani ostatnią wolą zmarłego, prowadzą swoistą grę z prawem; część prochów – jak chcą przepisy – chowają na cmentarzu, część rozsypują w górach, morzu, jeziorze, chowają w przydomowych ogrodach, na działkach. Czasem wysyłają do Szwajcarii lub Stanów Zjednoczonych, gdzie wyspecjalizowane firmy robią z prochów sztuczne diamenty. Czasem trzymają urnę w domu.

Przed rokiem, w sondażu przeprowadzonym przez firmę Geminus, na pytanie: „Czy uważasz, że ludzie powinni mieć prawo przechowywać prochy bliskich w domu bądź rozsypywać je na przykład w morzu czy w ogrodzie?” – 70 proc. Polaków odpowiedziało: tak, 22 proc. było przeciw, 8 proc. nie miało zdania.

W Japonii, gdzie od lat brakuje przestrzeni życiowej, kupienie miejsca na cmentarzu (urnowym) jest ogromnym wydatkiem. Japończycy przechowują więc urny w domu lub korzystają z najnowszej generacji kolumbariów. Są to wielopiętrowe, nowoczesne budynki, doskonale wpasowane w otoczenie, nawet centrów wielkich miast. W Tokio kilka takich kolumbariów, mieszczących po 80 tys. urn, prowadzi firma Nichiryouku. Kto zdeponował tutaj urnę, dostaje rodzaj pilota, urządzenie do zdalnego sterowania, dzięki któremu może zamówić urnę do jednej z licznych sal kontemplacji. W ciągu minuty na granitowym, ozdobionym świeżymi kwiatami ołtarzyku pojawia się zamówiona urna. – Rozlega się cicha muzyka, a na ekranie wyświetlane są sceny z życia zmarłej osoby. Nikt nie zakłóca obecnym kontemplacji – mówi Marek Jurkowicz, znawca obyczajów pogrzebowych. Zdeponowanie urny w takim kolumbarium kosztuje 6,5 tys. dol., plus 100 dol. rocznej opłaty.

W Japonii istnieją też cmentarze korporacyjne. Wybranym pracownikom, na podstawie kontraktu, gwarantuje się tam miejsce. Tak jak w Stanach Zjednoczonych czy w Europie miejsce na firmowym parkingu.

Już przed ćwierćwieczem w Chinach, w okolicach Szanghaju, aby uchronić podmiejskie plantacje herbaty i pola ryżowe, które trzeba by było zamienić w nekropolie, rozpoczęto budowę wielopiętrowych pagód kolumbariów. Dzisiaj stoją one w każdym większych mieście.

W Europie i USA w przemyśle pogrzebowym od kilkunastu lat dominuje nurt ekologiczny. Jeśli trumny, to z loomu, kartonu, trawy, wikliny, makulatury. A nawet z bawełny albo owczej wełny. W krematorium szybciej się spalają wytwarzając mniej ciepła. Chociaż tak, po śmierci, można zadbać o Matkę Ziemię. Biodegradowalne urny – papierowe, z mączki kukurydzianej lub ziemniaczanej – dostępne są od lat, jednak w Polsce wciąż niewykorzystywane. Kształty urn bywają zgodne z zainteresowaniami zmarłych. Przypominają torby na kije golfowe, telewizory, baki motocyklowe, laptopy, buty kowbojskie albo piłki.

Od kiedy piłka nożna stała się nową religią, powstają cmentarze klubowe. Pierwszy dla swoich kibiców założył argentyński Boca Junior pod Buenos Aires w 2006 r. Przed dwoma laty powstał cmentarz kibiców HSV Hamburg. W Hiszpanii budowane są tzw. przestrzenie pamięci, na razie przy dwóch stadionach: Espanyolu Barcelona i Atletico Madrid. Zarząd madryckiego klubu szacuje, że kolumbaria przestrzeni pamięci przyniosą dodatkowy dochód w wysokości 4,5 mln euro. Na niektórych stadionach piłkarskich w Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii prochy wiernych kibiców – za odpowiednią opłatą – są rozsypywane na murawach ukochanych stadionów. Modę taką zapoczątkował były gwiazdor Manchesteru United, Francuz Eric Cantona (43 l.). Kilka lat temu oświadczył, że pragnie, aby po śmierci jego prochy były rozsypane na murawie Old Trafford, gdzie w latach 90. święcił największe triumfy.

Podobnie jak w świecie żywych Prada czy Hugo Boss, także w przemyśle pogrzebowym funkcjonują dyktatorzy mody, ubierający nieboszczyków czy grabarzy. Zatrudniają najwyższej klasy designerów projektujących też trumny, urny, nagrobki i ceremonie pogrzebowe. Produkują też kosmetyki do makijażu pośmiertnego.

Obowiązujący styl 2011 r., jak się wydaje, to prostota, funkcjonalność, oszczędność i wszystkie kolory tęczy. Aby śmierć nie była smutna i ciemna. Jednym z dyktatorów stylu pogrzebowego jest francuska firma Hygeco, która ma przedstawicielstwo w Polsce. Jej najbardziej znany produkt to urna ekologiczna. Przypomina duży kubek McDonalds, ale zrobiona jest z łatwiej rozkładającej się celulozy. W górnej części umieszczona jest ziemia z nasieniem wybranego przez klienta drzewa, w dolnej jego prochy – nawóz dla rośliny. Zamiast lasu lastrykowych, betonowych czy marmurowych nagrobków dzisiejszych cmentarzy można dzięki takim urnom mieć prawdziwy las.

W najbliższych latach kremację zastąpi zapewne tzw. promesja. Jest jeszcze bardziej ekologiczna. Nie wydziela się tu ciepło, nie zostają metale ciężkie i inne trucizny, np. ze starego typu plomb dentystycznych. Nową metodę opracowała Susanne Wiigh-Masak, szwedzka biolog. Proces promesji przebiega w kilku etapach. Najpierw zwłoki są schładzane do temperatury minus 18 st. C. Następnie ciało zanurzane jest w ciekłym azocie o temperaturze minus 196 st. C., gdzie staje się kruche. W trzecim etapie pojemnik z ciałem poddawany jest przez 60 sekund drganiom, w wyniku czego rozpada się ono na mikroskopijne granulki. Teraz umieszcza się je w próżni, gdzie całkowicie wyparowuje z nich woda. Jednocześnie wykrywacz metali wyławia i usuwa z granulek wszelkie, nawet śladowe cząstki metali. Ostatni etap to przesypanie prochów do urny, która – ze względów ekologicznych – zrobiona jest ze skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej. Jej całkowity rozkład trwa od 6 do 12 miesięcy.

Pierwsze na świecie promatorium powstało w 2009 r. w szwedzkim mieście Jönköping. Jego władze zdecydowały, że stare miejscowe krematorium zostanie przekształcone w promatorium. Promesję chcą wdrożyć m.in. niektóre kraje muzułmańskie, gdzie ze względów religijnych kremacja nie jest akceptowana. Wszak księga mówi: palić nie wolno. O mrożeniu nie ma jednak ani słowa. To także swoista gra, tym razem z nakazami religijnymi.

W Polsce 90–92 proc. pochówków odbywa się tradycyjnie. Czasem tylko ktoś się wyłamie i na tradycyjnym nagrobku każe wyryć niekonwencjonalny napis. Jak pewna pani ze Złotowa: „Tu spoczywa mój mąż/Który dręczył mnie wciąż/Leżąc w tym grobie/Ulżył mnie i sobie”. Napis wywołał oburzenie. Ktoś złożył doniesienie do prokuratury, która umorzyła śledztwo z uwagi na brak cech przestępstwa.

współpraca Beata Mróz, dwumiesięcznik funeralny „Memento”