• naglowek2

    Nasza Sala Ceremonialna jest do Państwa dyspozycji. Jest to jednocześnie jedna  z największych sali w regionie.

  • naglowek3

    Szeroki wybór urn na miejscu pozwoli pomóc w każdej sytuacji.

  • naglowek4

    Sala Ceremonialna wyposażona jest w organy kościelne Orla Classical 88 Piano/Organ.

  • naglowek 1

    Lokalizacja krematorium jest niezwykle dogodna. Jest ono położone na obrzeżu miasta w odległości 700m od nowego cmentarza.

Źródło: Newsweek 24.10.2011

Kremacja to najlepsza metoda pochówku. Szybka, higieniczna i bezpieczna – mówi Beata Mróz, redaktor naczelna dwumiesięcznika funeralnego „Memento”.

Newsweek: W głośnej wypowiedzi z poprzedniego tygodnia biskup Stanisław Gądecki twierdził, że kremacja jest reliktem dawnych czasów.
Beata Mróz:
Kremacja – choć od wieków znana w wielu kulturach – najlepiej odpowiada realiom współczesnego świata, którego mieszkańcy żyją w dużych miastach, często podróżują, zmieniają miejsce zamieszkania. To metoda szybka, higieniczna i bezpieczna. Spalanie zwłok w piecu kremacyjnym trwa około półtorej godziny, a proces ich mineralizacji, czyli integracji ze środowiskiem naturalnym, nawet 20 lat. Kremacja, co brzmi być może dziwnie, jest praktyczna. Weźmy na przykład sytuację, kiedy jeden z małżonków umiera nagle w trakcie urlopu za granicą. Jego ciało może zostać skremowane i przewiezione do kraju w urnie, która bez problemu zmieści się w bagażu podręcznym. Transport trumny z ciałem wymaga wielu formalności, trwa niekiedy bardzo długo, nie wspominając o kosztach.

Newsweek: Przewożenie męża lub żony w bagażu podręcznym – brzmi to jednak dość osobliwie.
Beata Mróz: Prawo nie jest temu przeciwne. Na targach funeralnych, na których prezentują oferty przedsiębiorcy pogrzebowi i wytwórcy akcesoriów pogrzebowych, uwagę przyciąga biżuteria, której elementem są prochy zmarłego. Po kremacji odsypuje się odrobinę prochów z urny i umieszcza w takiej biżuterii. Dzięki temu można jakąś część najbliższej osoby mieć zawsze przy sobie: w pierścionku, medalionie czy broszce. Kremacja wzbudza coraz większe zainteresowanie.

Newsweek: Także w naszym kraju?
Beata Mróz: Tak, chociaż nie ma u nas jeszcze nekrobiżuterii. Ale do popularności kremacji przyczyniają się także organizowane niemal co roku dni otwarte w polskich spopielarniach. Przychodzi na nie coraz więcej osób. Pierwsze krematorium powstało w Polsce w 1993 roku w Poznaniu. Odbyły się wtedy 342 kremacje. Pięć lat później, kiedy działały już cztery spopielarnie, było ich prawie cztery tysiące. W 2008 roku, kiedy funkcjonowało 10 krematoriów, dokonano 25 402 kremacje. W Polsce średnio umiera rocznie około 380 tys. ludzi, więc pogrzebów kremacyjnych nie jest w skali kraju aż tak dużo. Ich liczba jednak systematycznie wzrasta. Obecnie działa 13 krematoriów, a siedem kolejnych jest w budowie.

Newsweek: Kremacja w Polsce staje się modna?
Beata Mróz: Można tak powiedzieć. W miastach, w których powstają spopielarnie, natychmiast wzrasta liczba kremacji. Z centralnej i północno-wschodniej Polski przewozi się ciała do krematoriów w Warszawie, Wyszkowie i Łodzi, z północno-zachodniej do Gdańska i Szczecina, południowa korzysta z Wrocławia, Głogowa, Poznania czy czeskiej Ostrawy, a południowo-wschodnią obsługują Częstochowa, Bytom, Dąbrowa Górnicza i Ruda Śląska. W budowie są krematoria w Stalowej Woli, Rzeszowie, Toruniu, Krakowie, Bydgoszczy, Pruszkowie i Słupsku. Warto jednak zwrócić uwagę, że tak zwane kolumbaria, czyli ściany, w których umieszcza się urny, buduje się w tej chwili również na cmentarzach w miejscowościach, z których do krematoriów jest bardzo daleko.

Newsweek: Dlaczego ludzie decydują się poddać po śmierci kremacji?
Beata Mróz: Często dlatego, że wizja bycia zjedzonym przez robaki skutecznie odstrasza ludzi od tradycyjnego pochówku. Innym, nie mniej racjonalnym powodem przemawiającym za kremacją jest lęk przed obudzeniem się w trumnie. Nie jest on nieuzasadniony. Z badań, które przeprowadza się przy okazji przenoszenia cmentarzy i zbiorowych ekshumacji, wynika, że od 2 do 4 proc. ludzi zostaje pochowanych żywcem! Świadczą o tym na przykład ułożenie ciała na boku lub na brzuchu czy zadrapania na wewnętrznej stronie wieka trumny.

Newsweek: Rzeczywiście – chyba lepiej momentalnie spłonąć.
Beata Mróz: Nie tak momentalnie. Proces spalania, od wprowadzenia ciała do pieca, trwa około półtorej godziny. Oczywiście – bywa różnie. Na przykład kremacja ciał osób otyłych trwa dłużej. Później prochy są schładzane, a następnie składane do urny właściwej, która jest wydawana rodzinie.

Newsweek: Jednak polskie prawo nie zezwala na rozsypywanie prochów w wybranych przez zmarłego miejscach.
Beata Mróz: W świetle polskiego ponad 50-letniego prawa urnę można pochować wyłącznie w tradycyjnym grobie ziemnym lub murowanym albo w grobie urnowym przeznaczonym do pochówku urn bądź też w kolumbarium. Nie wolno rozsypywać prochów ani przechowywać urn w domu. Budzi to wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnie zagwarantowanych swobód obywatelskich – wiem, że sprawę pod tym kątem bada Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Bo na razie niemożliwe jest wypełnienie w tym zakresie ostatniej woli zmarłego. A przecież prochy pozostałe po kremacji są całkowicie neutralne, nie powodują sanitarnego ani epidemiologicznego zagrożenia. Tradycyjne cmentarze są pod tym względem o wiele bardziej niebezpieczne.

Rozmawiał: Tomasz Stawiszyński