• naglowek2

    Nasza Sala Ceremonialna jest do Państwa dyspozycji. Jest to jednocześnie jedna  z największych sali w regionie.

  • naglowek3

    Szeroki wybór urn na miejscu pozwoli pomóc w każdej sytuacji.

  • naglowek4

    Sala Ceremonialna wyposażona jest w organy kościelne Orla Classical 88 Piano/Organ.

  • naglowek 1

    Lokalizacja krematorium jest niezwykle dogodna. Jest ono położone na obrzeżu miasta w odległości 700m od nowego cmentarza.

Źródło: Polityka nr 45 (2832) 02.11.2011

Kościół katolicki uważa, że chrześcijańską formą pochówku jest złożenie ciała w trumnie, kremację jedynie toleruje. Czy pojawiający się argument o pogańskich korzeniach ciałopalenia ma naukowe podstawy?

Autor: Agnieszka Krzemińska

Trwa wrzawa wokół pochówków. W liście pasterskim, który ma być odczytany 13 listopada, biskupi wytłumaczą, dlaczego księża nie powinni odprawiać mszy nad urną z prochami zmarłego, tylko nad trumną z jego ciałem. Treści tego orędzia jeszcze nie znamy, ale po październikowym zebraniu Konferencji Episkopatu Polski w Przemyślu jej wiceprzewodniczący abp Stanisław Gądecki zapowiedział, że wyjątki od tej reguły będą możliwe jedynie wtedy, gdy śmierć miała miejsce za granicą lub gdy na pogrzeb bliscy przybywają z daleka. Nowe wytyczne zaniepokoiły wiernych i tych księży, którzy dotychczas odprawiali msze nad urną.

Aby wstępnie uzasadnić decyzję episkopatu, abp Gądecki odwołał się do tradycji i historii: pochówek ciała jest chrześcijańską formą pogrzebu, gdyż tak został pochowany Chrystus, zaś ciałopalenie to pozostałość obrzędowości pogańskiej. Łączenie inhumacji (złożenia ciała w ziemi) z chrześcijaństwem, a kremacji z pogańskością wydaje się zbytnim uproszczeniem. Według archeologów, specjalistów od pradawnych obrzędów pogrzebowych, sprawa nie jest aż tak jednoznaczna.

Chaos pogrzebowy

Homo sapiens sapiens i jego poprzednicy chowali swoich zmarłych w najbardziej naturalnym obrządku, jakim jest inhumacja. Z epoki kamienia znane są jedynie pochówki szkieletowe. Wraz z pierwszymi rolnikami, ok. 12 tys. lat temu, pojawiły się pierwsze groby ciałopalne, ale w Europie kremacja stała się bardziej popularna dopiero w epoce brązu (2200–800 p.n.e.), by swój największy zasięg osiągnąć w epoce żelaza od III w. p.n.e. do I w. n.e.

Na naszym kontynencie ciałopalenie nigdy całkowicie nie wyparło inhumacji, co w drugą w stronę udało się chrześcijaństwu, ale dopiero ok. XIV w. Dla archeologów zajmujących się pradziejami Polski rodzaje pochówków to, oprócz ceramiki, najważniejszy element kulturowej kwalifikacji znalezisk. – Zróżnicowanie rytuałów grzebalnych to kopalnia informacji, choć nie mamy pojęcia, jakie duchowe przesłanki kierowały ludźmi, którzy raz palili na stosach ciała zmarłych, a innym znowu razem składali je w grobach – mówi prof. Andrzej Buko, szef Instytutu Archeologii i Etnologii PAN.

Wszystkie wytłumaczenia obrzędów pogrzebowych dotyczących niepiśmiennych kultur pradziejowych są spekulacjami. Nie wiemy, czy przyczyną inhumacji była oczywistość tego zabiegu, czy wiara w odrodzenie ciała po śmierci. Błędem byłoby zakładanie, że ludy stosujące kremację nie wierzyły w życie pozagrobowe – być może według nich ogień szybciej wyzwalał ducha zmarłego, a palenie zwłok wynikało z lęku przed ożywaniem zmarłych, którzy mogli szkodzić żywym. Najbardziej przyziemnym tłumaczeniem, dlaczego w niektórych regionach kremacja się nie przyjęła, był brak drewna na stos. Tak było, na przykład, w pustynnym Egipcie, gdzie dbałość o zachowanie ciała nie zmieniała się przez trzy tysiąclecia, przyczyniając się do powstania wyrafinowanej sztuki mumifikacji. Wyrosłe na pustyni judaizm i islam do dziś zabraniają kremacji, a przecież obyczajowe korzenie chrześcijaństwa tkwią w tradycji żydowskiej.

Europa nigdy nie była pod tym względem tak jednorodna. Zanim Grecy od XII w. p.n.e. zaczęli kremować zmarłych, chowali ich w trumnach, natomiast w Rzymie nie wszyscy kończyli na stosach pogrzebowych, np. patrycjuszowski ród Korneliuszy od zawsze miał w tradycji pochówki szkieletowe. – Ciałopalenie przeważało w okresie republiki, ale już w I w. coraz więcej osób kazało chować się w marmurowych sarkofagach zdobionych girlandami i scenami mitologicznymi – podkreśla prof. Elżbieta Jastrzębowska z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. W II w., za Hadriana, połowa Rzymian poddawała się kremacji, połowa inhumacji. Prób tłumaczenia przyczyn tego fenomenu jest wiele – przejęcie odmiennych tradycji od podbitych ludów, popularność religii misteryjnych, jak mitraizm, w których zachowanie ciała gwarantowało zbawienie – ale na pewno nie był to jedynie wpływ chrześcijaństwa, gdyż do III w. nie ma żadnych świadectw materialnych po chrześcijanach, zauważa prof. Jastrzębowska.

I szkielety, i popioły

A zatem w czasach pogańskich – zarówno w tych bezpośrednio poprzedzających chrześcijaństwo, jak w głębokich pradziejach – istniały równolegle obydwie formy pochówku. W okresie rzymskim, gdy chrześcijaństwo zdobywało ideologiczne ostrogi i wchodziło do powszechnego obiegu, świat barbarzyński podzielony był wręcz na trzy sfery.

– W części Skandynawii i Jutlandii występowały prawie wyłącznie pochówki szkieletowe, na kontynencie dominowało ciałopalenie – stąd u nas kultura przeworska utożsamiana z Wandalami – natomiast Goci (kultura wielbarska) uprawiali birytualizm, czyli zarówno kremację, jak i inhumację – podkreśla prof. Andrzej Kokowski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. – Co więcej, ciałopalenie nie wykluczało ideologii chrześcijańskiej, czego dowodem są znajdowane w prowincjach rzymskich popielnice ze znakami krzyża.

U tych pogan, którzy stosowali inhumację, jak Longobardowie czy Frankowie, przejęcie chrześcijaństwa nie łączyło się ze zmianą obrządku, poza tym, że stopniowo zaniechano wyposażania zmarłych w dary grobowe.

Akurat na terenie ziem polskich, które po okresie wędrówki ludów zasiedlili w VI w. Słowianie i Bałtowie, ciałopalenie było obrządkiem dominującym. Zmarłych palono na stosach, po czym najczęściej prochy zasypywano lub wkładano do urn i zakopywano w ziemi. To dlatego u nas przejście z jednej formy pochówku na drugą dość dobrze widać, ale nie tak dobrze, jak sugeruje Kościół.

Choć w 966 r. konwersji dokonały jedynie warstwy wyższe, pochówki chrześcijańskie powinny pojawić się już w końcu X w. I rzeczywiście pierwsze cmentarze szkieletowe są tak datowane, z tym że nie ma żadnej pewności, czy są one wyłącznie chrześcijańskie, gdyż nadal – niezgodnie z wymogami nowej wiary – są bogato wyposażane w dary grobowe. – Podobnie zresztą jak te z XI w. – mówi prof. Buko. – Co prawda niektórzy „chrześcijańskość” i „pogańskość” pochówków chcą rozróżniać na podstawie ich orientacji, zakładając, że wyznawcy Chrystusa mają głowy ułożone w kierunku wschodzącego Słońca, symbolizującego zmartwychwstanie, ale trudno ten argument uznać za pewnik. Dopiero w XII w. pojawiają się przykościelne i przyklasztorne cmentarze, ale na wsiach nadal bywa różnie. Zwyczaj ciałopalenia na wschodzie trwał co najmniej do XIII w.

Dodatkowo ten sztucznie wykreowany przez Kościół idealny obraz inhumacji, jako wyznacznika chrześcijaństwa, zakłócają u nas pochówki pogańskich Skandynawów, którzy stosowali obrządek szkieletowy, jak chociażby na cmentarzysku w Bodzi, koło Włocławka, datowanym na lata 980–1020.

Chrześcijański zwyczaj chowania ciała wynika z wiary w fizyczne zmartwychwstanie człowieka, szacunku do uświęconego przez sakramenty ciała i wiary w jedność ciała i duszy. Co prawda archaicznemu wyobrażeniu, że ciało musi być w całości, by stanąć na sądzie ostatecznym, przeczy formuła „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – lepiej jednak, gdy do tego rozpadu dochodzi w ziemi niż w ogniu. Kościół z przyzwyczajenia nadal utożsamia kremację z obrzędowością pogańską, choć w dzisiejszej formie nie ma ona już z nią wiele wspólnego. Niechęć do spopielenia zwłok to pozostałość po czasach, gdy walka ze starym obrządkiem miała dla chrześcijan wydźwięk ideologiczno-tożsamościowy, a palenie zwłok na stosach zaczęło źle się kojarzyć.

Stos potępiony

Zakaz ciałopalenia wydał w 789 r. Karol Wielki. O tego czasu pobożni chrześcijanie mieli być chowani w ziemi w całości, jak Chrystus. Stos przeznaczono tylko dla niegodnych chrześcijańskiego pochówku. – Granie obrzędowością pogrzebową nie było niczym nowym – podkreśla prof. Kokowski. – W Rzymie jeśli ktoś podpadł politycznie, to po śmierci chowano go inaczej niż zazwyczaj.

Tak też robili chrześcijanie. W średniowieczu na stosach zaczęli ginąć przestępcy, heretycy i czarownice. Spalenie na stosie stało się symbolem oczyszczenia, ale też kary i potępienia. Ogień trawił zwłoki dobrych chrześcijan tylko w wyjątkowych sytuacjach – po bitwach albo w trakcie epidemii, co miało zapobiec rozprzestrzenianiu się zarazy. Dopiero pod koniec XVIII w. nastąpiły zmiany w podejściu do zwłok. Na miejskich cmentarzach zaczęło brakować miejsc, a chowanie zmarłych w przeludnionych miastach zaczęto uważać za niehigieniczne. Cmentarze przeniesiono poza miasta, ale zmarłych nadal jedynie inhumowano, choć w protestanckiej Europie od połowy XIX w. coraz głośniej lobbowano na rzecz kremacji – jako znacznie higieniczniejszej i tańszej.

W Niemczech i w Anglii powstały stowarzyszenia żądające prawa do kremacji bez traktowania jej jako symbolicznego aktu niewiary w zbawienie lub powrotu do pogaństwa. W sukurs odważnym reformatorom przyszła najnowsza technologia i wynalezienie krematorium, pozwalającego uniknąć źle kojarzącego się stosu. W 1774 r. pierwsze krematorium wybudowano w Sztokholmie, cztery lata później w Gotha, w Niemczech. We Francji prawo zezwoliło na kremację dopiero w 1887 r., a w Anglii w 1902 r. Podczas gdy praktyczni protestanci zaakceptowali tę rewolucyjną praktykę w miarę szybko, przywiązany do ciała Kościół katolicki był nieugięty. Jeszcze w 1886 r. papież Leon XIII nazwał kremację barbarzyńskim zwyczajem i stanowczo odmówił prawa do kościelnego pogrzebu tym, którzy się na nią zdecydowali. Dopiero w latach 60. XX w. Sobór Watykański II dopuścił ciałopalenie, oficjalnie oświadczając, że kremacja nie przeszkadza w zmartwychwstaniu i nie pozbawia nadziei na życie wieczne. Nadal jednak inhumację uważał za bardziej odpowiednią formę pochówku niż ciałopalenie.

Drożej, ale majestatycznie

W europejskich krajach katolickich kremacja nie jest jeszcze tak powszechna jak w protestanckich (gdzie jej udział dochodzi do 70 proc.), ale stopniowo staje się coraz popularniejsza (we Francji w 2010 r. do krematoriów trafiło 25 proc. ciał, w Hiszpanii ok. 20 proc., a we Włoszech ok. 10 proc.). Tendencja ta nieszczególnie cieszy Kościół rzymskokatolicki, który nie bardzo może z nią walczyć, gdyż ciałopalenie jest bardziej ekologiczne i znacznie tańsze (od 30 do 50 proc.).

W Polsce niższe koszty kremacji pozwalają zmieścić się w wypłacanym przez ZUS zasiłku pogrzebowym, który od marca tego roku wynosi 4 tys. zł (POLITYKA 8). Koszty, brak miejsca na cmentarzach i ostatnie powodzie, które wypłukiwały ciała zmarłych z cmentarzy, przyczyniły się do tego, że mimo oporów psychicznych (kojarzenie krematoriów z obozami zagłady) oraz religijnych coraz więcej wierzących Polaków decydowało się na kremację – tym bardziej że do tej pory nie było większych problemów z odprawianiem mszy nad urną z prochami zmarłego.

Teraz ten – według Watykanu – zły trend ma zostać ukrócony, ale ludzie już zaczęli kalkulować, na ile konieczność zakupienia trumny po to tylko, by ksiądz odprawił nad nią mszę, a potem oczekiwanie na kremację i złożenie do grobu wydłużą pogrzeb i przyczynią się do podrożenia jego kosztów. Pojawiły się głosy, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Poza tym niektórzy mogą się poczuć oszukani. – Podkreślanie, że kremacja to powrót do pogaństwa, dotknie tych, którzy w dobrej wierze poddali kremacji ciała swoich bliskich – zauważa prof. Kokowski.

Kto wie, czy ze względów oszczędnościowych ludzie nie zaczną zamawiać mszy pogrzebowych bez obecności ciała czy prochów w kościele, co już się spotyka w miastach, a z czasem pogrzeb nie stanie się tylko prywatną uroczystością najbliższej rodziny, jak to jest na Zachodzie.

Zresztą trendy tam podpatrzone szturmują naszą obyczajowość (POLITYKA 20) – coraz częściej rodzina zabiera urnę, by rozsypać popioły w miejscu, gdzie życzył sobie tego zmarły, lub by trzymać ją w domu. I tego też obawia się Kościół. – Dopuszczalność kremacji w Kościele katolickim jest już przesądzona i z przyczyn obiektywnych, jak choćby brak miejsca na cmentarzach, będzie coraz popularniejsza – mówi dominikanin prof. Jan Andrzej Kłoczowski. – Sądzę, że biskupom, wprowadzającym nową regulację, chodzi o to, by nie banalizować pogrzebu i by został uszanowany majestat śmierci. Taką intencję rozumiem, bo argument, że jest to pozostałość kultów pogańskich, został chyba sformułowany naprędce i nie ma nic wspólnego z obroną tożsamości chrześcijańskiej.

Ciekawe, czy był to tylko niefortunny lapsus, czy wierni usłyszą jednak w przyszłą niedzielę o pogańskich korzeniach ciałopalenia?